Był chyba tylko jeden taki moment. Moment, w którym się zawahałem.
Wstrząsnęło mną to, jak w ciągu ułamka sekundy wszystko uległo zmianie. Nagle
zabrakło mi tchu, płuca objęła niewidzialna opaska, a krew zawrzała. Moment,
jedna chwila. Dopiero łzy toczące się ciurkiem po policzku przywróciły mnie do
rzeczywistości. Drżąc ukląkłem i ukryłem głowę w dłoniach. Byłem pośrodku
niczego, otoczony ciemnością. Cały mój świat, wszystko co miałem. Nie istniało
już nic.
Powoli osunąłem się na ziemię i rozglądnąłem dookoła. Nie powinienem
był tu przyjeżdżać, powinienem zniknąć, tak jak mówiła. Odejść jak najdalej
stąd i nigdy nie wracać. Co poradzić na to, że nie potrafiłem? Całym ciałem,
każdą najmniejszą jego cząstką pragnąłem znów ująć jej przeraźliwie chude
dłonie i spojrzeć w zielone oczy. Chciałem poczuć jej obecność. To było chyba
idealne miejsce, spędziliśmy tu tyle czasu. Dlaczego więc zamiast ukojenia
czułem jedynie wszechogarniającą pustkę? Betonowe, powalone słupy nie były
widokiem jaki chciałem ujrzeć.
Z lewej, wewnętrznej kieszeni wyciągnąłem zgniecione pudełko
papierosów. Został jeden, ostatni. Powoli, drżącymi rękoma włożyłem go do ust i
zapaliłem. Dym rozszedł się po moim ciele jak stary przyjaciel, przywołując
wspomnienia jej idealnego ciała. Dla mnie od początku była definicją piękna,
czemu więc ona nigdy tego nie pojęła?
Minęło jeszcze kilka minut, zanim w końcu odważyłem się pogodzić się
z prawdą. Jej tu nie ma, nie ma i już nigdy nie będzie. Muszę odejść, opuścić
to miejsce na zawsze. Nie potrafiłem dłużej znieść ciszy, czekałem na
uderzenie, na ogrom wspomnień miażdżących mnie od środka. Tymczasem jedyne co
byłem w stanie poczuć to wszechogarniające zimno. Odrzuciłem przygasającą
resztkę papierosa i przetarłem oczy rękami. Powoli wstałem, otrzepując spodnie
z ziemi. To koniec.
Zacząłem iść w stronę motoru z rękami w kieszeni. Ostatni raz obróciłem się i omiotłem wzrokiem betonowe cmentarzysko. Koniec. Pociągając nosem odpaliłem maszynę i ruszyłem. Nic już mnie tu nie trzymało. Nic, ani nikt. Nie miałem kasku, ale nie bałem się. Minęło sporo czasu od ostatniego napadu lęku, a przecież to tylko jej zasługa. Mijałem stare lipy posadzone wzdłuż wąskiej, asfaltowej drogi i starałem się zepchnąć myśli w tył głowy, wreszcie odetchnąć. Nie martwiłem się już o wciąż rosnący wskaźnik prędkościomierza, ani o coraz bardziej porywisty wiatr targający moją zakrwawioną koszulką. Sama mi ją kupiła, mówiła że powinienem nosić biały, że zwiastuje nadzieję. Dlaczego więc ona zawsze chodziła na czarno? Czyżby nie miała jej ani trochę? Tylko jej oczy przypominały mi o tym, że wciąż jest, że wciąż żyje. Jej piękne zielone oczy. Powoli oderwałem ręce od kierownicy i wyprostowałem się.
Zacząłem iść w stronę motoru z rękami w kieszeni. Ostatni raz obróciłem się i omiotłem wzrokiem betonowe cmentarzysko. Koniec. Pociągając nosem odpaliłem maszynę i ruszyłem. Nic już mnie tu nie trzymało. Nic, ani nikt. Nie miałem kasku, ale nie bałem się. Minęło sporo czasu od ostatniego napadu lęku, a przecież to tylko jej zasługa. Mijałem stare lipy posadzone wzdłuż wąskiej, asfaltowej drogi i starałem się zepchnąć myśli w tył głowy, wreszcie odetchnąć. Nie martwiłem się już o wciąż rosnący wskaźnik prędkościomierza, ani o coraz bardziej porywisty wiatr targający moją zakrwawioną koszulką. Sama mi ją kupiła, mówiła że powinienem nosić biały, że zwiastuje nadzieję. Dlaczego więc ona zawsze chodziła na czarno? Czyżby nie miała jej ani trochę? Tylko jej oczy przypominały mi o tym, że wciąż jest, że wciąż żyje. Jej piękne zielone oczy. Powoli oderwałem ręce od kierownicy i wyprostowałem się.
Pierwszy raz poczułem jej obecność, tak jakby siedziała tuż za mną,
rękami obejmując mój tors, jak za pierwszym razem. Przymknąłem oczy i
pozwoliłem pojedynczej łzie wypłynąć na mój policzek.
-Już niedługo, wiesz? Nie mogę się doczekać. - Wyszeptałem, biorąc
swój ostatni oddech, w półuśmiechu oddając się jej zachłannemu szarpnięciu.
***
Zaczęło się. Przede mną godziny pisania, poprawiania, czytania tego w kółko i rozmyślania co jeszcze można by było pozmieniać. Nie wiem czemu znowu to robię, ale teraz nie odpuszczę. Nie pozwolę, żeby jak zawsze blog się gdzieś zapodział i umarł śmiercią naturalną. Za bardzo żyję tą historią i zbyt wiele uczuć w nią wkładam by to wszystko zaprzepaścić.
Proszę, piszcie co sądzicie. Tak czy siak to tylko prolog, ale chciałabym usłyszeć czy Wam się podoba, czy może nie bardzo. Dla Was to kilka sekund, a dla mnie to znaczy na prawdę dużo.
Do zobaczenia już niedługo, przy pierwszym rozdziale!
Enjoy!
Mam nadzieję, że wytrwasz w tym opowiadaniu i je skończysz. Na pewno będzie ciekawe, jeśli się postarasz. :D prolog jest cudowny.
OdpowiedzUsuńPięęęęknnyyy prologg zawsze jak czytam opowiadanie to oceniam je po prologu twój jest EPIC!! Mam nadzieje że niedługo pojawi się 1 rozdział.Masz gg? bądź aska czy skype?
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo :) mój ask: http://ask.fm/throught_storm
Usuńkocham kocham kocham. <3
OdpowiedzUsuńlolololo. :D
Ok, zaczę od tego, że niesamowicie opisujesz!
OdpowiedzUsuńSzczerze, bardzo nie lubię czytać opisów, ale twoje są ciekawe i niedłużą się w nieskończoność, tylko są takie ja powinny być, czyli pomagają nam sobie wyobrazić i wczuć się w bohatera :)
Sam prolog moim skromnym zdaniem jest idealny! Nie za krótki, nie za długi i wprowadza taki nastrój, że chce się czytać dalej :D
Nie mogę się doczekać 1 rozdziału :) x
@DameHazza
http://wordless-fanfiction.blogspot.com/
kocham i powodzenia <3
OdpowiedzUsuńMoje serduszko płakło ;_; Zabieram się za pierwszy rozdział i mam nadzieję, że ten blog wróci do życia, bo naprawdę ciekawie się zaczyna :"D Opisy świetne, wręcz czułam wszystko to, co bohater.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam~